Kiedy Arsenał udał się do stolicy Hiszpanii, aby podjąć się Atletico Madryt oczekując A Liga Mistrzów W półfinale, w którym decydującą rolę odgrywała taktyka, intensywność i błyskotliwość dwóch dobrze wyszkolonych drużyn, niewielu przewidywało, że nagłówki gazet będą należeć niemal wyłącznie do zawodników środka tabeli. Kanonierzy wrócili do domu z remisem 1:1, a obie bramki padły z rzutów karnych. Wynik ten, na papierze, stanowi solidny fundament przed rewanżowym meczem w przyszłym tygodniu na Emirates Stadium. Jednak wynik to zaledwie połowa historii wieczoru zdominowanego przez sędziowskie dramaty, z trzema karnymi, które zmieniły przebieg spotkania i sprawiły, że… Mikel Arteta widocznie kipiące.
Dzień później Paris Saint-Germain oraz Bayern Monachium wytworzony klasyka pełna goli w drugim półfinale ten mecz pokazał coś zupełnie innego: wnikliwą, frustrującą i momentami zaskakującą analizę tego, w jaki sposób VAR nadal dzieli opinie na temat europejskiej piłki nożnej.
Gra trzech rzutów karnych
Pierwszy rzut karny padł na korzyść Arsenalu jeszcze przed przerwą i nie wzbudził większych kontrowersji. Viktor Gyokeres, prowadzący linię obrony z charakterystyczną dla siebie siłą fizyczną, został sfaulowany w polu karnym i otrzepał się z kurzu, posyłając bramkarza w złym kierunku z dwunastu metrów. Drużyna Premier League miała zasłużone prowadzenie w tym meczu.
Atletico również odpowiedziało rzutem karnym, ale wywołało to znacznie więcej kontrowersji. Julian Alvarez wyrównał wynik po kontrowersyjnej decyzji sędziego o zagraniu ręką. Ben White, rodzaj decyzji, która wywołuje zażartą debatę w chwili, gdy pojawia się na dużym ekranie. Podopiecznym Diego Simeone powierzono drogę powrotną do meczu, na który mieli problem z wpłynięciem.
Decydujący moment nadszedł jednak później. Eberechi Eze, który wniósł realne zagrożenie do ataku Arsenalu, został sfaulowany przez Davida Hancko w polu karnym. Sędzia Danny Makkelie bez wahania wskazał na rzut karny. Ławka rezerwowych Arsenalu wstała chórem. Potem nastąpiła decyzja VAR, długi spacer do monitora przy boisku i zmiana, która pozbawiła gości ich przewagi.
Furia Artety
Menedżer Arsenalu nie krył potem swojego gniewu. Twierdząc, że nie było wyraźnego i oczywistego błędu uzasadniającego zmianę decyzji podjętej na boisku, argumentował, że interwencje o takiej skali – na tym etapie rozgrywek – po prostu nie mogą być tolerowane. Twierdził, że nie przedstawiono żadnego odpowiedniego wyjaśnienia i zastanawiał się, jak sędzia mógł potrzebować ponad tuzina obejrzeń incydentu, aby zmienić zdanie. Skoro coś wymaga aż tak szczegółowej analizy, logika podpowiada, że nie może być jasne i oczywiste.
Jego frustracja ma swoje korzenie w czymś poważniejszym niż tylko błąd poznawczy. Zaledwie w zeszłym miesiącu Arsenal skorzystał z podobnego incydentu w meczu 1/8 finału z Bayerem Leverkusen. Noni Madueke upadł po minimalnym kontakcie Malika Tillmana, który upadł na but napastnika. Rzut karny został podtrzymany. Wysoko postawieni sędziowie UEFA przyznali później, że choć woleliby, aby rzut karny nie został podyktowany na boisku, kontakt nie pozostawił VAR-owi podstaw do interwencji.
Zastosujmy ten sam standard do incydentu z Eze – Hancko ewidentnie złapał buta po zagraniu piłki – a wniosek nasuwa się sam. Łagodny, z pewnością. Ale oczywisty błąd? Trudno się z tym nie zgodzić. Zgodnie z protokołami Premier League, które opierają się na porównywalnych zasadach, pierwotna decyzja niemal na pewno by obowiązywała. Arsenal ma pełne prawo uważać, że w ciągu kilku tygodni został oceniony niejednoznacznie.
Ból głowy związany z piłką ręczną
O ile kara Eze'a uwypukliła subiektywność w ocenie faulu, zagranie ręką White'a obnażyło równie niejasny problem orzeczeń dotyczących ustawienia ręki. Dwie kolejne noce europejskich rozgrywek przyniosły kontrowersyjne kary za zagranie ręką, a w obu przypadkach piłka odbiła się od ciała, zanim trafiła w rękę.
Kibice od dawna są przekonani, że każde wcześniejsze odbicie piłki automatycznie wyklucza przyznanie kary za zagranie ręką. Rzeczywistość jest bardziej złożona. Sędziowie szukają wyraźnej zmiany trajektorii lotu piłki. Jeśli piłka po odbiciu porusza się mniej więcej po pierwotnym torze, to kontakt z ramieniem ma pierwszeństwo w ich decyzji. Uzasadnienie jest dość proste: wyciągnięte ramię w takich okolicznościach działa jak nienaturalna bariera.
Z tego punktu widzenia przewinienie White'a było dość oczywiste. Jego ramię było znacznie wysunięte od ciała i skierowane w stronę piłki, aby nawiązać kontakt. Obrońcy mają pewną swobodę w wyciąganiu ramienia, aby zmniejszyć swoją sylwetkę, ale pozycja wyjściowa White'a była po prostu zbyt szeroka, aby podlegać tej ochronie. Interpretacja UEFA sprawia, że jest to ewidentny rzut karny.
Premier League przyjmuje bardziej pobłażliwe podejście, szczególnie w przypadku wcześniejszych odbić piłki. To, czy rykoszet od goleni White'a wystarczyłby, aby VAR nie wpłynął na decyzję w Anglii, jest dyskusyjne, ale i tak widoczny ruch ramienia mógłby zostać uznany za decydujący. Poprzedniego wieczoru rzut karny przyznany Alphonso Daviesowi dla Bayernu Monachium prawie na pewno nie przetrwałby kontroli Premier League – jego ramię było po prostu zbyt blisko ciała.
Patrząc w przyszłość
Dla Arsenalu pocieszeniem jest fakt, że mecz wciąż jest w grze. Remis 1:1 na wyjeździe, z bramką strzeloną na wyjeździe, która nie ma już większego znaczenia, daje im solidną podstawę na przyszły tydzień. Jednak gniew Artety raczej szybko nie opadnie, a szersza dyskusja o spójności systemu VAR – a zwłaszcza o różnicy między interpretacjami meczów europejskich i Premier League – będzie trwała jeszcze długo po rozstrzygnięciu tego meczu.
Jeśli Emirates rozegra kolejny zacięty mecz, sędziowie mogą znów stać się bohaterami dramatu, którego nikt nie chce, aby prowadzili.
